PROLOG
Niebo zasnuło się ołowianymi chmurami, które zwiastowały
paskudny deszcz. Już od tygodnia pogoda
dawała się wszystkim we znaki. Jakby na pamiątkę tamtych wydarzeń sprzed roku,
cały świat zdawał się pogrążony w rozpaczy i żałobie. Przyjaciele i rodzimy
zmarłych zgromadziły się na błoniach Hogwartu, aby uczcić tamtą pamiętną noc.
Stała naprzeciw lustra, wpatrując się w swoje odbicie. Nie
mogła uwierzyć, że minął już rok. Nie mogła uwierzyć, że Czarny Pan naprawdę
zginął, mimo że był dużo lepiej zabezpieczony niż ona. Tak, nie tylko On bał
się śmierci. Jednak w jej uniknięciu nie pomogło mu te siedem horkruksów.
Wiedziała o nich, mimo że Czarny Pan był pewny ,że nikt nie odkrył jego
tajemnicy. Ona ją poznała i też postanowiła stworzyć horkruksa. Nie sądziła, że
tak szybko uratuje jej życie. Kiedy
Molly Weasley uderzyła ją Morderczym Zaklęciem, wszyscy sądzili, że to jej
koniec. Jednak się pomylili. Bellatrix
Lestrange nie zginęła. Przez parę miesięcy wiodła parszywe pół-życie, ale
szybko się zregenerowała. Być może jej powrót do świata żywych przyspieszył
fakt, że swą duszę rozdzieliła jedynie na dwie części. Przez ten okres, zdążyła jednak zrozumieć
złość i gorycz Czarnego
Pana, który w tej postaci spędził lata, ona ledwo wytrzymała te miesiące.
Mimo wszystko żyła. Jednak jej życie straciło sens. Czarny
Pan nie żył, śmierciożercy byli ciągle
ścigani. Gdyby pokazała się publicznie, niewątpliwie natychmiast wylądowałaby w Azkabanie.
Odwróciła się od lustra i usiadła w fotelu przy kominku. Jej
spojrzenie padło na książkę leżącą na gzymsie kominka. Była to niedawno wydana
biografia Harry’ego Pottera. Będąc naprawdę znudzona ukrywaniem się i koniecznością
życia w zamknięciu i samotności, zdobyła egzemplarz i
przeczytała. Nie poruszyły jej jednak losy i czyny wielkiego Pottera. Nie, ale
jednak coś, a raczej ktoś przykuł jej uwagę… Chodziło o Hermionę Granger, którą
miała przyjemność kiedyś torturować. Brudna szlama, a jednak zdawała się w
jakiś sposób interesująca…. Bellatrix, chcąc nie chcąc, zaczęła dostrzegać
podobieństwa między nimi. Obie były nie tylko zdolne i piękne. Każda z nich żyła
w cudzym cieniu – Granger bladła w blasku Harry’ego Pottera, a czyny Belli, nie
znaczyły nic przy działaniach Czarnego Pana. Obie, choć nikt tego nie zauważał
zrobiły więcej, niż mogłoby się wydawać. Co prawda czyny Bellatrix, powodem do
chwały nie były, ale byle kto nie byłby w stanie ich dokonać. W książce o
Hermionie, młodym Weasley’u i całej tej bandzie Pottera nie było wiele.
Chociaż oczywiście związku chłopaka z
Ginny Weasley poświęcono cały rozdział. Głównie jednak skupiono się na
wspaniałych czynach, wspaniałego Harry’ego Pottera.
Bellatrix wstała, wzięła książkę do ręki i otworzyła we
wcześniej zaznaczonym miejscu. Ze strony spoglądała na nią uśmiechnięta
dziewczyna z burzą włosów na głowie. A może… nie, to głupota…. Odrzuciła
książkę, która nieszczęśliwie wpadła do kominka i zaczęła się palić. Bellatrix
niczego nie zauważywszy, ubrała ciemną pelerynę, narzuciła kaptur na głowę i
wyszła w ulewną noc.
Może jednak warto byłoby poznać lepiej tę dziewczynę? Tak, tylko z ciekawości… Nie chce mieć
przecież kontaktów z brudną krwią…
Przeczytałeś? Zostaw komentarz!!!
Strasznie mi się podoba ♥
OdpowiedzUsuńCiekawy wstęp. Zaczęłaś z wysokiej półki i oby następne rozdziały były tak samo wciągające. Trzymam kciuki i śledzę na bieżąco... :)
OdpowiedzUsuńDzięki :). Tez mam nadzieję, że następne rozdziały wyjdą nie gorzej niż ten. :)
UsuńNie spodziewałam się takiego wstępu. Bardzo dobry. Liczę na ciąg dalszy:D
OdpowiedzUsuń