ROZDZIAŁ I
Trochę czasu upłynęło odkąd napisałam PROLOG, ale jakoś nie miałam
weny. Także łapcie pierwszy rozdział i komentujcie. Miłego czytania :)
Po
czole Harry’ego spływały krople potu, a do twarzy lepiły mu się kosmyki włosów.
Oddychał tak ciężko, jakby dopiero co przebiegł maraton.
-Wołałem
cię! Czemu nie poczekałaś?
-
Przepraszam Harry, nie słyszałam. Co się stało?
-
Właśnie się dowiedziałem czemu Kingsley’a nie było w zeszłym tygodniu w Hogwarcie.
Kilka
dni wcześniej odbyło się uroczyste uczczenie Bitwy o Hogwart i ofiar, które
zginęły w walce. Zjawiło się mnóstwo osób. Oprócz ministra magii i
najważniejszych urzędników, nie tylko z Londynu, ale i z całego świata,
przybyli wszyscy uczniowie Hogwartu wraz
z rodzinami i przyjaciółmi. Ponadto nie zabrakło osób z całej Anglii, które
mimo że ani one, ani nikt im bliski nie walczył, chciały uczestniczyć w tej
podniosłej i smutnej chwili. Jednak Kingsley Shacklebolt się nie zjawił, mimo że w
bitwie odegrał ważną rolę.
-Dlaczego?!
No mów!
-Na
wschodniej granicy Francji zauważono paru zbiegłych śmierciożerców. Próbowali
przedostać się dalej na wschód i tam przeczekać, aż wszystko przycichnie.
Kingsley miał ich zatrzymać.
-No
co ty? Złapał ich?
-Hmm…
Raczej oni złapali jego.
-Złapali…
Jak to?
-Daj
mi dokończyć to się dowiesz! Razem z dwoma innymi aurorami – Moore’m i Green’em
został wysłany za nimi w pościg i parę dni temu słuch o nich zaginął.
-To
straszne! Ale przecież tak tego nie zostawią prawda? Wyślą wsparcie?
-Tak,
właśnie oddelegowali następną grupę…
-Niby
najgorsze za nami, ale zostało jeszcze mnóstwo czarnej roboty…. A, jak tam Ci
się układa z Ginny? Ponoć widziano cię w sklepie jubilerskim jak oglądałeś
pierścionki.
Harry
uważnie przyjrzał się Hermione. Bezczelnie się uśmiechała. No tak. Przed nią nie można mieć żadnych tajemnic.-Widziano mnie, mówisz? Widzę, że przed tobą nic nie da się ukryć. Tak oglądałem, ale na razie tyle. Nigdzie mi się nie spieszy.
-Skoro tak mówisz… Harry czy ty się zarumieniłeś? Hahah….Aach!
Hermionie zakręciło się w głowie i straciła równowagę. W ostatniej chwili Harry ją złapał. Drżała. Przez chwilę miała wrażenie jakby coś wwiercało się jej w mózg. Jakby… jakby ktoś próbował spenetrować jej myśli.
-Hermiono! Co się stało? Wszystko w porządku?
Hermiona uważnie rozejrzała się dookoła. Na ulicy, jak zwykle o tej porze, był tłum mugoli. Nie zauważyła jednak nic podejrzanego. Przez chwilę miała dziwne uczucie jakby ktoś wyciągał lepkie macki w stronę jej mózgu i próbował spenetrować jej myśli. Szybko minęło, ale nieprzyjemne wrażenie pozostało. Czy ktoś właśnie próbował grzebać jej w głowie?! Nie, to niemożliwe… Niby po co? I kto?
- Wszystko Ok, po prostu źle się poczułam… Chwila słabości…
Jednak Harry’emu to nie wystarczyło. Wpatrywał się w nią podejrzliwie, zastanawiając się co przed nim ukrywa. Hermiona jakoś nie miała ochoty przyznać, co się stało. Czuła się dziwnie i głupio, i nie chciała drążyć tematu. Chłopak chyba to wyczuł, bo już o nic więcej nie pytał. W milczeniu szli dalej. Kiedy znaleźli się w pustym, wolnym od niepożądanych osób miejscu, szybko się pożegnała i zanim Harry zdążył cokolwiek powiedzieć, deportowała się.
Kiedy Hermiona wróciła do swojego mieszkania
w Londynie rzuciła się na łóżko z myślą o drzemce. Dziś w dziale departamentu
Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, w którym pracowała, było mnóstwo roboty i
sen był w tej chwili jej największym pragnieniem. Jednak Morfeusz wcale się nie
spieszył, wziąć ją w swoje objęcia. Jej mózg za to pracował na najwyższych
obrotach, zastanawiając się co do cholery wydarzyło się kiedy wracała z pracy?
Nie
znała się zbyt dobrze ani na legilimencji, ani oklumencji. Wiedziała tylko tyle,
ile wyczytała, kiedy Harry miał lekcje u Snape’a. Wtedy kiedy Voldemort
jeszcze żył i próbował manipulować Harry’m. Zastanawiała się kto to mógł być i
z tymi myślami w końcu zasnęła.
Obudziły
ją dzikie piski dochodzące zza okna. Zdziwiona podeszła do niego i odsłoniła
zasłony. Słońce dopiero wstało i próbowało przebić się przez grubą warstwę
szarych chmur, zwiastujących kolejny deszczowy dzień. Otworzyła okno i
wpuściła rozwrzeszczaną sowę. Ta prędko wleciała i krzycząc zaczęła skakać jej
po łóżku. To była Świstoświnka Rona.
-
Czego chcesz głupia sowo? Nie wiesz, która godzina? – gadała do ptaka,
zirytowana, że zakłóca się jej spokój o tak wczesnej porze.- No tak, skąd masz niby wiedzieć… Ale Ron WIEDZIAŁ i oczywiście nie mógł poczekać z listem.
Mówiła bardziej do siebie niż do zwierzęcia, ale musiała się wygadać. Otworzyła kopertę i przebiegła wzrokiem po liście.
-Ach, ten Ron. Romantyczny Ron. Taki kochany, że wysyła mi wyznania miłosne, jeszcze zanim wstanę z łóżka. Obudzić ukochaną, żeby pierwszą rzeczą jaką zrobi zaraz po przebudzeniu była nie wizyta w toalecie, czy kieliszek Ognistej, ale czytanie wypocin zakochanego Romeo.
Jeszcze długo prowadziła monolog w podobnym stylu, wreszcie ostatni raz zirytowana westchnęła i wróciła do łóżka.
Ron
siedział w Dziurawym Kotle od półgodziny i wpatrywał się w zegarek, jakby
chciał go zahipnotyzować. Spóźniała się. Znowu. Co się do cholery z nią dzieje?
Zawsze była taka punktualna, ba przychodziła ze 2 godziny przed czasem… A
teraz… Ostatnio zauważył, że kiedy się spotykali, była bardziej milcząca niż
dotąd. Ich znajomość jakby utknęła w martwym punkcie, nic się nie rozwijała.
Raczej się cofała. Już nie wyglądali na zakochaną parę, jaką byli jeszcze w
zeszłym miesiącu. Ale to nie była jego wina! Co to, to nie! On się starał,
prawił jej komplementy, ale ona była jakaś taka obojętna… Ponure rozmyślania
przerwał mu głośny tupot stóp i okrzyk:
-Ron!
Przepraszam! Długo czekałeś?-Nie. Tylko od półgodziny siedzę sam przy stole jak jakiś idiota i …
-Oj, Ron. Nie gniewaj się – Hermiona uwodzicielsko się uśmiechnęła i Ron od razu się uspokoił. – Widzisz spotkałam Seamusa Finnigana. Wczoraj wrócił z Alaski! Niedawno otwarto tam nową siedzibę Gringotta i ponoć załatwiał tam jakieś sprawy dla goblinów. Nie mówił o tym zbyt wiele, to chyba jakaś tajemnica… Ale nieważne. To co u ciebie Ron?
- Co u mnie? Raczej co u nas?!
-U nas? Ależ Ron, nie rozumiem o co ci chodzi.
-Nie rozumiesz? To ja ci powiem o co mi chodzi! Od jakiegoś…
-Przejdziemy się? – Znowu mu przerwała. Tym swoim spokojnym tonem totalnie zbiła go z pantałyku. Otworzył usta i zaczął poruszać nimi jak ryba bez tlenu.
-Yyy… Tak, przejdźmy się.
Spacerowali po londyńskich ulicach, każde pogrążone w swoich myślach. Hermiona cieszyła się, że udało jej się ogarnąć Rona, zanim doprowadziłby do kolejnej kłótni. Była zmęczona i nie miała na to ochoty. W końcu Ron spytał:
-Wpadniesz do mnie? Napijemy się, pogadamy…
-Och, przykro mi, ale umówiłam się ze znajomą. Mam u niej być za pół godziny. Następnym razem dobrze?
-No dobra…
-Do zobaczenia – Hermiona pocałowała go w policzek i zniknęła.
To
już koniec pierwszego rozdziału. Mam nadzieję, że się Ci spodobał.
Jeśli tak napisz proszę komentarz, to zmotywuje mnie to do pisania
następnego! :) Jeśli nie, to też napisz parę słów, każda opinia jest
mile widziana. Uwagi. wskazówki itp. również. :)