czwartek, 22 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ I




  ROZDZIAŁ I

    Trochę czasu upłynęło odkąd napisałam PROLOG, ale jakoś nie miałam weny. Także łapcie pierwszy rozdział i komentujcie. Miłego czytania :)


   Po czole Harry’ego spływały krople potu, a do twarzy lepiły mu się kosmyki włosów. Oddychał tak ciężko, jakby dopiero co przebiegł maraton.
-Wołałem cię! Czemu nie poczekałaś?
- Przepraszam Harry, nie słyszałam. Co się stało?
- Właśnie się dowiedziałem czemu Kingsley’a nie było w zeszłym tygodniu w  Hogwarcie.
Kilka dni wcześniej odbyło się uroczyste uczczenie Bitwy o Hogwart i ofiar, które zginęły w walce. Zjawiło się mnóstwo osób. Oprócz ministra magii i najważniejszych urzędników, nie tylko z Londynu, ale i z całego świata, przybyli wszyscy uczniowie Hogwartu  wraz z rodzinami i przyjaciółmi. Ponadto nie zabrakło osób z całej Anglii, które mimo że ani one, ani nikt im bliski nie walczył, chciały uczestniczyć w tej podniosłej i smutnej chwili. Jednak Kingsley Shacklebolt się nie zjawił, mimo że w bitwie odegrał ważną rolę.
-Dlaczego?! No mów!
-Na wschodniej granicy Francji zauważono paru zbiegłych śmierciożerców. Próbowali przedostać się dalej na wschód i tam przeczekać, aż wszystko przycichnie. Kingsley miał ich zatrzymać.
-No co ty? Złapał ich?
-Hmm… Raczej oni złapali jego.
-Złapali… Jak to?
-Daj mi dokończyć to się dowiesz! Razem z dwoma innymi aurorami – Moore’m i Green’em został wysłany za nimi w pościg i parę dni temu słuch o nich zaginął.
-To straszne! Ale przecież tak tego nie zostawią prawda? Wyślą wsparcie?
-Tak, właśnie oddelegowali następną grupę…
-Niby najgorsze za nami, ale zostało jeszcze mnóstwo czarnej roboty…. A, jak tam Ci się układa z Ginny? Ponoć widziano cię w sklepie jubilerskim jak oglądałeś pierścionki.
Harry uważnie przyjrzał się Hermione. Bezczelnie się uśmiechała. No tak. Przed nią nie można mieć żadnych tajemnic.
-Widziano mnie, mówisz?  Widzę, że przed tobą nic nie da się ukryć. Tak oglądałem, ale na razie tyle. Nigdzie mi się nie spieszy.
-Skoro tak mówisz…  Harry czy ty się zarumieniłeś? Hahah….Aach!
Hermionie zakręciło się w głowie i straciła równowagę. W ostatniej chwili Harry ją złapał. Drżała. Przez chwilę miała wrażenie jakby coś wwiercało się jej w mózg. Jakby… jakby ktoś próbował spenetrować jej myśli.
-Hermiono! Co się stało? Wszystko w porządku?
Hermiona uważnie rozejrzała się dookoła. Na ulicy, jak zwykle o tej porze, był tłum mugoli. Nie zauważyła jednak nic podejrzanego. Przez chwilę miała dziwne uczucie jakby ktoś wyciągał lepkie macki w stronę jej mózgu i próbował spenetrować jej myśli. Szybko minęło, ale nieprzyjemne wrażenie pozostało. Czy ktoś właśnie próbował grzebać jej w głowie?! Nie, to niemożliwe… Niby po co? I kto?
- Wszystko Ok, po prostu źle się poczułam… Chwila słabości…
Jednak Harry’emu to nie wystarczyło. Wpatrywał się w nią podejrzliwie, zastanawiając się co przed nim ukrywa. Hermiona jakoś nie miała ochoty przyznać, co się stało. Czuła się dziwnie i głupio, i nie chciała drążyć tematu. Chłopak chyba to wyczuł, bo już o nic więcej nie pytał. W milczeniu szli dalej. Kiedy znaleźli się w pustym, wolnym od niepożądanych osób miejscu, szybko się pożegnała i zanim Harry zdążył cokolwiek powiedzieć, deportowała się.


   Kiedy Hermiona wróciła do swojego mieszkania w Londynie rzuciła się na łóżko z myślą o drzemce. Dziś w dziale departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, w którym pracowała, było mnóstwo roboty  i sen był w tej chwili jej największym pragnieniem. Jednak Morfeusz wcale się nie spieszył, wziąć ją w swoje objęcia. Jej mózg za to pracował na najwyższych obrotach, zastanawiając się co do cholery wydarzyło się kiedy wracała z pracy?
Nie znała się zbyt dobrze ani na legilimencji, ani oklumencji. Wiedziała tylko tyle, ile wyczytała, kiedy Harry miał lekcje u Snape’a. Wtedy kiedy Voldemort jeszcze żył i próbował manipulować Harry’m. Zastanawiała się kto to mógł być i z tymi myślami w końcu zasnęła.


 Obudziły ją dzikie piski dochodzące zza okna. Zdziwiona podeszła do niego i odsłoniła zasłony. Słońce dopiero wstało i próbowało przebić się przez grubą warstwę szarych chmur, zwiastujących kolejny deszczowy dzień. Otworzyła okno i wpuściła rozwrzeszczaną sowę. Ta prędko wleciała i krzycząc zaczęła skakać jej po łóżku. To była Świstoświnka Rona.
- Czego chcesz głupia sowo? Nie wiesz, która godzina? – gadała do ptaka, zirytowana, że zakłóca się jej spokój o tak wczesnej porze.
- No tak, skąd masz niby wiedzieć… Ale Ron WIEDZIAŁ i oczywiście nie mógł poczekać z listem.
Mówiła bardziej do siebie niż do zwierzęcia, ale musiała się wygadać. Otworzyła kopertę i przebiegła wzrokiem po liście.
-Ach, ten Ron. Romantyczny Ron. Taki kochany, że wysyła mi wyznania miłosne, jeszcze zanim wstanę z łóżka. Obudzić ukochaną, żeby pierwszą rzeczą jaką zrobi zaraz po przebudzeniu była nie wizyta w toalecie, czy kieliszek Ognistej, ale czytanie wypocin zakochanego Romeo.
Jeszcze długo prowadziła monolog w podobnym stylu, wreszcie ostatni raz zirytowana westchnęła i wróciła do łóżka.


    Ron siedział w Dziurawym Kotle od półgodziny i wpatrywał się w zegarek, jakby chciał go zahipnotyzować. Spóźniała się. Znowu. Co się do cholery z nią dzieje? Zawsze była taka punktualna, ba przychodziła ze 2 godziny przed czasem… A teraz… Ostatnio zauważył, że kiedy się spotykali, była bardziej milcząca niż dotąd. Ich znajomość jakby utknęła w martwym punkcie, nic się nie rozwijała. Raczej się cofała. Już nie wyglądali na zakochaną parę, jaką byli jeszcze w zeszłym miesiącu. Ale to nie była jego wina! Co to, to nie! On się starał, prawił jej komplementy, ale ona była jakaś taka obojętna… Ponure rozmyślania przerwał mu głośny tupot stóp i okrzyk:
-Ron! Przepraszam! Długo czekałeś?
-Nie. Tylko od półgodziny siedzę sam przy stole jak jakiś idiota i …
-Oj, Ron. Nie gniewaj się – Hermiona uwodzicielsko się uśmiechnęła i Ron od razu się uspokoił. – Widzisz spotkałam Seamusa Finnigana. Wczoraj wrócił z Alaski! Niedawno otwarto tam nową siedzibę Gringotta i ponoć załatwiał tam jakieś sprawy dla goblinów. Nie mówił o tym zbyt wiele, to chyba jakaś tajemnica… Ale nieważne. To co u ciebie Ron?  
- Co u mnie? Raczej co u nas?!
-U nas? Ależ Ron, nie rozumiem o co ci chodzi.
-Nie rozumiesz? To ja ci powiem o co mi chodzi! Od jakiegoś…
-Przejdziemy się? – Znowu mu przerwała. Tym swoim spokojnym tonem totalnie zbiła go z pantałyku. Otworzył usta i zaczął poruszać nimi jak ryba bez tlenu.
-Yyy… Tak, przejdźmy się.
Spacerowali po londyńskich ulicach, każde pogrążone w swoich myślach. Hermiona cieszyła się, że udało jej się ogarnąć Rona, zanim doprowadziłby do kolejnej kłótni. Była zmęczona i nie miała na to ochoty. W końcu Ron spytał:
-Wpadniesz do mnie? Napijemy się, pogadamy…
-Och, przykro mi, ale umówiłam się ze znajomą. Mam u niej być za pół godziny. Następnym razem dobrze?
-No dobra…
-Do zobaczenia – Hermiona pocałowała go w policzek i zniknęła.


To już koniec pierwszego rozdziału. Mam nadzieję, że się Ci spodobał. Jeśli tak napisz proszę komentarz, to zmotywuje mnie to do pisania następnego! :) Jeśli nie, to też napisz parę słów, każda opinia jest mile widziana. Uwagi. wskazówki itp. również. :)

niedziela, 23 czerwca 2013

PROLOG



 PROLOG

Niebo zasnuło się ołowianymi chmurami, które zwiastowały paskudny deszcz.  Już od tygodnia pogoda dawała się wszystkim we znaki. Jakby na pamiątkę tamtych wydarzeń sprzed roku, cały świat zdawał się pogrążony w rozpaczy i żałobie. Przyjaciele i rodzimy zmarłych zgromadziły się na błoniach Hogwartu, aby uczcić tamtą pamiętną noc.

Stała naprzeciw lustra, wpatrując się w swoje odbicie. Nie mogła uwierzyć, że minął już rok. Nie mogła uwierzyć, że Czarny Pan naprawdę zginął, mimo że był dużo lepiej zabezpieczony niż ona. Tak, nie tylko On bał się śmierci. Jednak w jej uniknięciu nie pomogło mu te siedem horkruksów. Wiedziała o nich, mimo że Czarny Pan był pewny ,że nikt nie odkrył jego tajemnicy. Ona ją poznała i też postanowiła stworzyć horkruksa. Nie sądziła, że tak szybko uratuje jej życie.  Kiedy Molly Weasley uderzyła ją Morderczym Zaklęciem, wszyscy sądzili, że to jej koniec. Jednak się pomylili.  Bellatrix Lestrange nie zginęła. Przez parę miesięcy wiodła parszywe pół-życie, ale szybko się zregenerowała. Być może jej powrót do świata żywych przyspieszył fakt, że swą duszę rozdzieliła jedynie na dwie części.  Przez ten okres, zdążyła jednak zrozumieć złość i gorycz Czarnego Pana, który w tej postaci spędził lata, ona ledwo wytrzymała te  miesiące.

Mimo wszystko żyła. Jednak jej życie straciło sens. Czarny Pan nie żył, śmierciożercy byli ciągle ścigani. Gdyby pokazała się publicznie, niewątpliwie natychmiast wylądowałaby w Azkabanie.

Odwróciła się od lustra i usiadła w fotelu przy kominku. Jej spojrzenie padło na książkę leżącą na gzymsie kominka. Była to niedawno wydana biografia Harry’ego Pottera. Będąc naprawdę znudzona ukrywaniem się i koniecznością życia w zamknięciu i samotności, zdobyła egzemplarz i przeczytała. Nie poruszyły jej jednak losy i czyny wielkiego Pottera. Nie, ale jednak coś, a raczej ktoś przykuł jej uwagę… Chodziło o Hermionę Granger, którą miała przyjemność kiedyś torturować. Brudna szlama, a jednak zdawała się w jakiś sposób interesująca…. Bellatrix, chcąc nie chcąc, zaczęła dostrzegać podobieństwa między nimi. Obie były nie tylko zdolne i piękne. Każda z nich żyła w cudzym cieniu – Granger bladła w blasku Harry’ego Pottera, a czyny Belli, nie znaczyły nic przy działaniach Czarnego Pana. Obie, choć nikt tego nie zauważał zrobiły więcej, niż mogłoby się wydawać. Co prawda czyny Bellatrix, powodem do chwały nie były, ale byle kto nie byłby w stanie ich dokonać. W książce o Hermionie, młodym Weasley’u i całej tej bandzie Pottera nie było wiele. Chociaż oczywiście  związku chłopaka z Ginny Weasley poświęcono cały rozdział. Głównie jednak skupiono się na wspaniałych czynach, wspaniałego Harry’ego Pottera.

Bellatrix wstała, wzięła książkę do ręki i otworzyła we wcześniej zaznaczonym miejscu. Ze strony spoglądała na nią uśmiechnięta dziewczyna z burzą włosów na głowie. A może… nie, to głupota…. Odrzuciła książkę, która nieszczęśliwie wpadła do kominka i zaczęła się palić. Bellatrix niczego nie zauważywszy, ubrała ciemną pelerynę, narzuciła kaptur na głowę i wyszła w ulewną noc.

Może jednak warto byłoby poznać lepiej tę dziewczynę?  Tak, tylko z ciekawości… Nie chce mieć przecież kontaktów z brudną krwią…

Przeczytałeś? Zostaw komentarz!!!